Wojtek Ornacki

Urodziłem się 13 marca 1948 r. w Czarnym Dunajcu. Przez dziesięć lat pracowałem jako nauczyciel w Piekielniku na Orawie. W latach 1969 - 1970 odbywałem służbę wojskową w VI PDPD, w 16pp w Krakowie (VI Pomorska Dywizja Powietrzno Desantowa). W latach 1975 - 1976 byłem Komendantem Hufca ZHP "Granica" w Czarnym Dunajcu. Od 1976 - 1979 r. pełniłem funkcję Dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury. Pracowałem w lokalnym samorządzie i organizacjach społecznych. Zostałem odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Brązowym Medalem w Służbie Narodu, a także Medalem 40-lecia PRL i Srebrną Odznaką za Zasługi dla Województwa Nowosądeckiego. Posiadam m.in. legitymację członka Klubu Literackiego w Zakopanem (od 01.03,1981 r.), legitymację Nr 39 z dnia 12,03,1977 r. jako członek Związku Podhalan - Oddział w Czarnym Dunajcu, legitymację Nr 117 członka Towarzystwa Kultury Teatralnej w Nowym Sączu. Obecnie jestem emerytowanym nauczycielem - polonistą, autorem wierszy, sztuk regionalnych i gawęd. Twórczość literacką rozpocząłem od pisania utworów gwarą góralską. Moim marzeniem było założenie kabaretu ale jakoś nie wyszło. Tematykę swojego pisarstwa określiłem we fragmencie jednego z utworów:

Górom i ludziom pokłon składam,

tajemne myśli mych przesłanie

zwyczajnym dniom na zachowanie,

bo to jest moje zbójowanie...

Debiutowałem pisząc utwory gwarą góralską, które drukowałem w "Okienku regionalnym" Dziennika Polskiego i innych czasopismach. Za działalność kulturalną otrzymałem kilka nagród Wojewody Nowosądeckiego, zdobyłem III miejsce w konkursie literackim im. Władysława Orkana za sztukę pt. "Jarmak Cornodunajecki", wyróżnienie w konkursie poetyckim im. Tadeusza Staicha w Zakopanem oraz I miejsce w konkursie na wiersz z okazji 100-nej rocznicy Krzyża na Giewoncie.

Dziś, kiedy ogarniam sercem tyle przeszłości, a od gór odbija się echo opowieści o góralskiej tradycji, myślę o swoich korzeniach, o mojej rodnej ziemi, o tym, co się zdarzyło i co się dzieje wokół nas. Chcę zatrzymać ulotne chwile, zamknąć w skale serca drżenie, przybliżyć odległe wspomnienia, ocalić od zapomnienia słowa i fakty, a czasem ironicznie spojrzeć na to, co wokół nas śmieszne bądź złe.
Ziemia podhalańska, na której stawiałem pierwsze kroki, od początku była dla mnie kamienista i twarda, ale bliska sercu. Niebo nad nią rzadko bywa błękitne, a halny wiatr często próbuje przygiąć człowieka do ziemi. Pracując i ucząc się, postanowiłem dogłębnie poznać przeszłość Podtatrza, bo niejednokrotnie wstydziłem się, kiedy przyjeżdżający tu ludzie pytali o to i owo, a ja nie umiałem im nic opowiedzieć. Zacząłem gromadzić materiały, rozmawiałem z osobami pamiętającymi dawne czasy, wędrowałem po okolicy, robiłem notatki i w ten sposób zgroma
Górom i ludziom

Górom i ludziom pokłon składam,

Tajemnych myśli mych przesłanie

zwyczajnym dniom na zachowanie,

bo to jest moje zbójowanie.



Górom i ludziom ku przestrodze

otwieram swoje harde serce,

sekrety duszy mej odsłaniam,

życie przeżyte w poniewierce.



Górom i ludziom ku pamięci

tatrzański wiatr gna moje myśli,

zamykam w skale serca drżenie,

aby zbójnicy znów tu przyszli.



Górom i ludziom dam w ofierze

to, co po drugiej stronie życia

odbite w źródle górskiej wody,

bo nic już nie mam do ukrycia.



Góry



Skał spiętrzone zwały

szeroko

wysoko

sterczą nieboszczytne

sięgając obłoków



sercem zawładnęły

zastygły w pamięci

trwają wkute w horyzont

jak kamienni święci



stłoczone

zgniecione

swym ogromem trwania

błądzę po ich szczytach

w dal spojrzeć się wzbraniam



Górskie potoki



W szumie górskich potoków

co bystrą wodę toczą

serce moje spętane

nostalgiczną niemocą



od brzemiennych szarością

grani na widnokręgu

stępiała mi mowa

trwam zakuty w bezdźwięku



od świergotu ptaków

co się tęczą wzbija

ogłuchła mi dusza

ta pieśń już niczyja



Burza



wodnym biczem

ziemia błogosławiona

łaskawość obiecuje

i chleb

toną

w mrocznej zadumie

cienie chałup

i polne miedze

rozdzierane

paciorami błyskawic

o północy w oknie

gromnica migocze

a matczyne usta

szepczą

nie bój się

dziecino



Sanna



Suną sanie

w skrzącym puchu,

dźwięk janczarów swojski taki.

Zima srebrna

trwa w bezruchu,

jadą panny i chłopaki.



Sanie, sanie sunące!

Konie, konie pędzące!

Konie ciągnące sanie,

wsiadajmy prędko na nie.



Hej! Wio!

Dzwońcie dzwoneczki!

Hej! Ho!

Tańczcie dzieweczki!

Hejże!

Zagraj muzyko,

zarżyj gniady koniku...



Jadą panowie, panie,

płyną tanecznie sanie.

Niech śnieżny karnawał trwa!



Noc w górach

Duch gór, brzemiennych ciszą skał,

zamilkł w czeluściach, w magii snu.

Tajemna moc wiecznego trwania

orzeźwia chłodem uczuć żar.

Cudownie chłonąć piękno nocy,

poczuć swobodę zakochania,

zaszyć się na odludziu zmierzchu

by wskrzesić świt barwami skał.

A wokół tylko

góry,

góry...

... górale, czy wam nie żal?

Wojtek, wrzesień 2001 r.







Góralscy poeci



Ni ma juz Staska Buńdy, Jasiek Jędrol w niebie,

dusa Adama Pacha wyśpiywuje w źlebie.



Stasek Nędza - Kubiniec z polaniorskiyj braci

ze Sabałom gwarzy i casu nie traci.



Hanka Nowobiylsko, Marysia Zatłoka-

brusom janielskie pióra po niebiańskik tłokak.



Bogdan Weron tyz posed, nikomu nie pedzioł.

Jesce nie tak downo między nami siedzioł.



Jaśka Śtaudyngera wesulućkie fraski

porwoł wiater spod hól i pognoł ik w diaski.



Tadek Staich, choć "Krakus" i Romuś Reimschussel

gazdujom dziś w raju, tam kozdy śnik pise.



Jędrzej Knapcyk, muzykant i "duchowe" nutki

pofurgały z Cichego het na świat calutki.



I choć nie syćka lezom na Brzysku Pęksowym,

poźryj na ik groby, otryj łzy rękowym...



Wiyrsyki poetów i "duchowe" granie.

Boccie! Nos tys ceko to wiecne śpiywanie.



Oni dzisiok inne posiady hań majom,

z jegomościym Tischnerem radzom, ukwolajom.


Wojtek Ornacki